czwartek, 2 października 2014

Wczoraj

Wczoraj był bardzo aktywny dzień, ale pozytywny, że hoho :)

Czuliście się kiedyś jak bohaterowie dowcipu? Ja miałam taką przyjemność. Chłop przywlókł mi do domu choróbsko, no i oczywiście przeszło na mnie (a mówili mi, żeby go na balkonie trzymać). Idę więc do lekarza, wizyta na 17.00, na miejscu byłam o 16.55 i jeszcze sześć osób przede mną! No i oczywiście sami emeryci!!! Czekam, czekam, na reszcie ja: wchodzę mówię wszystko co i jak i słyszę: "rozbierać się". Posłusznie się rozbieram i słyszę: "to jaka wysoka ta ciąża?", ja na to, że urodziłam ponad 2 miesiące temu, głupio mu się zrobiło, zaczął mnie przepraszać a ja śmiechu nie mogłam powstrzymać :) to nie po to na zumbe zapitalam po nocy, żeby lekarz się mnie pytał jaka wysoka ciąża, my baby to ciężkie jednak życie mamy...
Wczoraj też był shopping i to jaki! Królowe lumpeksów ruszyły na podbój i Trollesławka stała się posiadaczką body z logo Rolling Stone'sów (pięknie w nim wygląda) za całe 2 zł :) było tez z AC DC i chyba dziś po nie wrócę bo chodzi mi po głowie od wczoraj.
No i jeszcze wczoraj był dzień buraków. Kucharka ze mnie taka, że klękajcie narody, nie sądziłam, że 5 buraków, 2 marchewki i 4 ziemniaki to tak dużo - teraz chyba przez tydzień będę to jadła... Albo jak ktoś ma ochotę, to zapraszam na krem z buraków :)
Ot taki dzień matki polki, co z dzieckiem w domu "siedzi" - filozofia chłopska ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz