No i przyszło mi gotować obiadki, tak, tak, broniłam się długo lecz niestety ten czas nastał. No i chłop domowy zażyczył sobie kupne pierożki z grzybami (wiecie, takie te malutkie - tortellini) z barszczykiem z proszku (obiad na miarę mastecherfa ;) ). No i latam po mieście w poszukiwaniu pierożków, Trollesławka w wózku, czas od ostatniego karmienia leci a pierożków nie ma. Do Biedronki nie chciało mi się iść (ktoś powinien wyremontować tam tą "zabytkową kostkę"). W końcu dostałam - z mięsem! Ale myślę, nie kapnie się. Sypie do wody a one kolorowe! Niedobrze - kapnie się. Na koniec na szczęście zalane barszczykiem wszystkie zrobiły się czerwone i nie nie kapnął a ja nie oddałam fartucha ;)
Aha, a Trollesławka dziś stwierdziła, że chce zostać memem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz