Dziś oczywiście jak co dzień było sporo pozytywów, ale najważniejszym moim subiektywnym zdaniem była chałwa (i wcale nie z mięsem ;). Tak jest, sobotni targ musiał być zaliczony a tam między lokalnymi rolnikami/plantatorami, chińskimi majtkami i niemiecką chemią znaleźć można malutkie stoisko, gdzie można kupić szare mydło, rajtuzy i chałwę prosto z Ukrainy. No i oczywiście nabyłam drogą kupna ową chałwę za 5 zł, uwielbiam ją, pyyycha. I jak to się smaki z wiekiem zmieniają (albo chałwa się zmienia). W poprzednim ustroju, gdy modne były zakładowe zabawy choinkowe najgorsza w tych ogromnych paczkach, których unieść nie mogłam była właśnie chałwa, wielka, tłusta, nie do zjedzenia. A dziś cieszyłam się jak dziecko widząc Panią Ukrainkę z ukraińską chałwą. Ot pozytywny dzień :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz